Spieszczenia i „mowa nianiek” — pomagają czy szkodzą?
Melodyjne, proste mówienie do dziecka pomaga, ale ciągłe zdrabnianie słów już niekoniecznie. Wyjaśniam różnicę i jak mówić do malucha, by wspierać jego mowę.

„Czy mówienie do dziecka „a kuku, kotuś” mu nie szkodzi?” — to częste pytanie. Odpowiedź jest niuansowa, bo „mowa do dziecka” to nie jedno zjawisko. Wyjaśnię, co naprawdę pomaga, a co warto z czasem odpuścić.
Co pomaga: melodyjna, prosta mowa
Naturalny sposób, w jaki dorośli mówią do maluchów — wyższym, śpiewnym tonem, wyraźnie i prosto — faktycznie wspiera rozwój mowy. Przyciąga uwagę dziecka i ułatwia mu wyłapywanie słów. To nie błąd, lecz pomoc.
Co bywa kłopotliwe: ciągłe zniekształcanie słów
Co innego, gdy na stałe zastępujemy poprawne słowa „dziecięcymi” zniekształceniami — mówiąc „kotuś robi miau-miau” zamiast normalnie. Jeśli dziecko słyszy głównie takie formy, ma mniej okazji, by uczyć się prawidłowych wzorców.
- Wyraźna, melodyjna i prosta mowa — pomaga.
- Powtarzanie poprawnych słów — wspiera naukę.
- Stałe zdrabnianie i zniekształcanie słów — warto ograniczać.
- Z czasem przechodź na coraz bardziej dorosły język.
Jak znaleźć równowagę?
Mów do dziecka ciepło i prosto, ale podawaj poprawne słowa. Możesz nazwać kota „kotkiem”, ale niech to wciąż będzie „kotek”, a nie trwałe „koziaczek”. Dziecko potrzebuje dobrego wzoru, by mieć z czego się uczyć.
Ciepły, ale poprawny sposób mówienia daje dziecku najlepszy wzór do nauki. Jeśli masz wątpliwości, jak rozmawiać z maluchem, by wspierać mowę, jako logopeda w Gorzowie Wielkopolskim chętnie podpowiem. Zadzwoń: +48 515 044 247. — Pani Ewa Fyda, logopeda.



