Dziecko mówi „po swojemu” — czy ten język trzeba tłumaczyć?
Maluch ma swoje wersje słów zrozumiałe tylko dla rodziny? Wyjaśniam, kiedy to naturalne, jak na nie reagować i kiedy „własny język” warto skonsultować z logopedą.

„Mówi po swojemu, ale ja go rozumiem” — to częste zdanie rodziców maluchów. Dziecko ma swoje wersje słów: „nika” na mleko, „buba” na samochód. Wyjaśnię, kiedy to naturalny etap, a kiedy warto sięgnąć po konsultację.
Skąd się bierze „własny język”?
Małe dziecko jeszcze nie potrafi powtórzyć każdego słowa dorosłych — upraszcza je, zastępuje łatwiejszymi dźwiękami, tworzy własne wersje. To zdrowa próba mowy, a nie błąd do tępienia. Otoczenie się przyzwyczaja, więc rozumie.
Kiedy to naturalne?
U młodszych dzieci „własny język” jest normalny i z czasem zastępują go poprawne słowa, gdy buzia i słuch dojrzewają. Sam fakt, że maluch ma kilka swoich „autorskich” słów, niczego nie przesądza.
Kiedy warto to skonsultować?
Gdy „własny język” dominuje znacznie dłużej, niż wynikałoby z wieku, gdy obcy w ogóle nie rozumieją dziecka i gdy nie pojawiają się stopniowo prawidłowe słowa, warto się temu przyjrzeć.
- Dziecko nadal mówi głównie „po swojemu” jak na wiek.
- Obcy w ogóle nie rozumieją wypowiedzi dziecka.
- Brak stopniowego pojawiania się poprawnych słów.
- Współistniejące opóźnienie mowy lub wada wymowy.
„Własny język” dziecka bywa uroczym etapem, ale gdy się utrzymuje, warto go fachowo ocenić. Jeśli masz wątpliwości co do mowy swojego dziecka, jako logopeda w Gorzowie Wielkopolskim chętnie się temu przyjrzę. Zadzwoń: +48 515 044 247. — Pani Ewa Fyda, logopeda.



